FileTracker.PL - Darmowe polskie torrenty

Witaj drogi Towarzyszu!, jeżeli widzisz ten dymek to znaczy że nie jesteś jeszcze zarejestrowany/zalogowany. Kliknij by się zarejestrować . Rejestracja zajmie mniej niż 30 sekund, a dzięki niej zyskasz możliwość pobierania, komentowania oraz dodawania torrentów !
User:  Hasło:     



Kategorie


Detale Torrenta


PAN T. (2020) [DVD9] [PAL] [FALLEN ANGEL]

S: 5L: 2P: 213
Dodał: Fallen_Angel Tracker:
Kondycja:Dodane:2020-07-28 19:48:17
Kategoria:Filmy DVD-R  »  KomedieRozmiar:7.06 GB
Język:Film Polski  Film Polski------------------
Obserwuj:OBSERWUJ TORRENTAStaty:UAKTUALNIJ TRACKER
Download: Pobierz TorrentRaport:RAPORTUJ TORRENTA
[Gdy obojętność jest przyzwoleniem, a przyzwolenie jest akceptacją, gdy akceptacja jest tłumaczeniem że sytuacja jest wyższa racją...]




DVD 9
PAL
16:9
Język polski - DD 5.1, DD 2.0
Audiodeskrypcja - DD 2.0
Napisy polskie dla osób niedosłyszących, angielskie, francuskie
Czas - 101 min



Film „Pan T.” wywołał przed premierą ogólnopolska debatę na temat granic artystycznej wolności i wykorzystywania elementów cudzego dzieła, żeby stworzyć coś nowego. Nowej produkcji Marcina Krzyształowicza nie warto jednak bojkotować, a za to koniecznie trzeba zobaczyć.

Przed swoją premierą „Pan T.” funkcjonował w świadomości widowni jako nowy film inspirowany postacią Leopolda Tyrmanda i jego „Dziennikiem 1954”. Od momentu swojej premiery na Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdynii twórcy produkcji odżegnywali się jednak od bezpośredniego łączenia ich utworu z postacią słynnego pisarza i dziennikarza. Według ich własnych słów, Tyrmand jest tylko jedną z postaci wymieszanych w tytułowym Panu T., a źródłem inspiracji byli też m.in. Sławomir Mrożek i Tadeusz Konwicki. Z tym stanowiskiem nie zgadza się Matthew Tyrmand, czyli spadkobierca praw do twórczości autora „Złego”. Między dwoma podmiotami trwają negocjacje, ale być może sprawa skończy się w sądzie.

Każdy widz produkcji będzie mógł samemu rozstrzygnąć, czyje argumenty w tym sporze są mu bliższe. Osobiście też mam na ten temat opinię, ale bez względu na wszytko nie chciałbym, żeby kontrowersje związane z prawami autorskimi zdecydowały o porażce „Pana T.”. Bo to film, którego w polskim kinie bardzo brakowało.



Tytułowy bohater to mieszkający w odbudowywanej z gruzów Warszawie pisarz i dziennikarz. Mężczyzna mieszka na stałe w hotelu dla artystów, ale na co dzień utrzymuje się z udzielanych korepetycji. Jego niezłomna postawa, ironizujący dowcip i brak zaangażowania w wielkie dzieło komunizmu sprawiły bowiem, że w oczach władzy stał się pariasem. Nikt nie chce wydawać jego książek, a zlecenia na teksty dziennikarskie wpadają raz od wielkiego dzwonu. Pan T. poświęca więc większość dni na fantazjowaniu o wysadzeniu Pałacu Kultury (fikcyjne fragmenty na porządku dziennym mieszają się tu z realnym życiem bohatera), romansie z przygotowującą się do matury uczennicą i udzielaniu światłych rad aspirującemu do pisarskiej profesji sąsiadowi z gminu.

Już otwierająca film scena pokazuje pomysł Krzyształowicza na ten film. Ucharakteryzowany niczym bohater wodewilu konferansjer zapowiada wystąpienie sekretarza generalnego PZPR, Bolesława Bieruta. Cała sala niczym kukiełki obraca w stronę mówcy, a ten z trudem odczytuje z kartki puste frazesy łączące pseudointelektualizm z partyjną ideologią. Mikrofon nagle dostaje pogłosu, ale nikomu to nie przeszkadza. W jednym z tylnych rzędów bijącego brawa tłumu znajduje się delikatnie uśmiechnięty mężczyzna w okularach przeciwsłonecznych.

To na pozór dosyć spokojna scena, ale wspominana po seansie dostarcza znacznie więcej emocji, niż można się po niej spodziewać. Reżyser miesza tu elementy niezwykle istotne z perspektywy całego dzieła: nostalgię, smutek samotności, ale też groteskę i nierzeczywistość całej sytuacji (dodatkowo potęgowana faktem, że cały „Pan T.” został nakręcony w czerni i bieli).


Centralnym punktem filmu jest oczywiście sam bohater, po mistrzowsku grany przez Pawła Wilczaka.

To bardzo minimalistyczna, pozbawiona aktorskich szarż rola. Wilczak gra postać daleką od typowego obrazu polskiego bohatera. Pan T. jest jak najdalszy od otwartego wyrażania sprzeciwu. W duszącym ustroju komunistycznym mniej mu przeszkadza tłamszenie politycznej opozycji, a bardziej brak dostępu do dóbr konsumpcyjnych i ogólna bylejakość umysłowa elit. Tak naprawdę jedynym źródłem powszechnej wolności jest delikatna erotyka i duch młodzieżowości, ale bohater na jedno i drugie wydaje się sobie zdecydowanie za stary (to faktycznie jest jeden z elementów rozbieżnych z biografią Tyrmanda). Dlatego cały swój bunt przeciwko istniejącej w Polsce sytuacji przelewa na dziennik i artystyczne próżniactwo.

Paweł Wilczak doskonale radzi sobie z portretowaniem człowieka na skraju chęci do życia. W jego roli kryje się bardzo wiele emocji, choć nie wszystkie są widoczne na pierwszy rzut oka. Nie umniejszając niczego Sebastianowi Stankiewiczowi, który doskonale radzie sobie w drugoplanowej roli sąsiada o nazwisku Filak, INFOrmacja, że to on otrzymał nagrodę w Gdyni, a nie Wilczak, najlepiej obrazuje postępującą absurdalność tego festiwalu.

Zresztą cała udanie dobrana OBSADA aktorska nie wyciągnęłaby filmu na tak wysoki poziom, gdyby nie doskonałe dialogi. „Pan T.” jest jedną z najlepszych polskich komedii ostatnich lat. Opowiadane na przestrzeni 104 minut dowcipy są lotne, niepokorne i cudownie ironiczne. W panującej obecnie rzeczywistości, gdzie komediowy standard wytyczają produkcje uznające słowo „K***a” za wybitny żart, podobny humor był widzom potrzebny jak powietrze. Czy to wystarczy, żeby sprowadzić ich do kin? Osobiście wątpię, że „Pan T.” osiągnie finansowy sukces, choć bardzo mu tego życzę. Przy wszystkich sukcesach polskiego kina ostatnich lat, większość widzów wciąż kojarzy czarno-białe filmy z artystycznym nadymaniem. I z tego powodu mogą im przemknąć przed nosem takie perełki jak dzieło Marcina Krzyształowicza.

Tomasz Gardziński




Nadchodzący rok 2020 Sejm RP ustanowił rokiem Leopolda Tyrmanda (przypada wówczas 100. rocznica urodzin pisarza i 35. rocznica jego śmierci), zaś w końcówce roku 2019 na ekrany kin wchodzi film Pan T. – produkcja, którą jeszcze przed premierą uznano za naruszającą prawa osobiste i majątkowe bliskich Tyrmanda[1]. Wobec zapewne nierozstrzygalnego sporu między producentami filmu a Matthew Tyrmandem, synem artysty, warto abstrahować od gorącej dyskusji środowiskowej dotyczącej roszczeń spadkobiercy pisarza wobec twórców filmu czy w pewnym stopniu uzasadnionych podejrzeń o zbyt śmiałe inspirowanie się przez nich biografią Tyrmanda oraz wątkami zaczerpniętymi z jego Dziennika 1954 i mówić o samym dziele. To produkcja, która – nawet jeśli posiłkuje się jakimiś łatwo identyfikowalnymi komponentami literackimi – swą artystyczną brawurą zmierza ku wymiarowi uniwersalnemu, jawi się jako wysmakowany artystycznie pejzaż literacko-celebryckiego życia Warszawy w początku lat 50.

Niejaki Pan T. (w tej roli Paweł Wilczak), utalentowany i ceniony w środowisku pisarz, zmaga się z niedogodnościami przymusowego bezrobocia, będącego efektem jego wcześniejszych publikacji, w których dał wyraz swemu krytycznemu podejściu do panującego w Polsce komunizmu. Niewielkie pieniądze zarabia na korepetycjach z języka polskiego udzielanych maturzystce Dagnie (Maria Sobocińska), z którą łączy go płomienny romans. Choć żyje na skraju biedy, niezmiennie zachowuje fason – zawsze nienagannie ubrany, z kindersztubą i nieskazitelnymi manierami wobec kobiet, które emabluje i uwodzi w starym, przedwojennym stylu. W hotelu dla literatów, gdzie wynajmuje skromny pokoik, nawiązuje znajomość z Filakiem (Sebastian Stankiewicz) – pozbawionym talentu przybyszem z prowincji, który marzy o karierze dziennikarza i szybko obiera sobie T. za mentora i nauczyciela fachu pisarskiego. Filak, jako człowiek – w przeciwieństwie do Pana T. – o słabym kręgosłupie moralnym, szybko ulega podszeptom złego i wdaje się w zgubny „romans” z bezpieką. Z jednej strony czerpie osobiste korzyści ze znajomości z Panem T. (wskazówki dotyczące prób twórczości literackiej), zaś z drugiej – profity (załatwiony etat w jednym z reżimowych czasOPISm) z Urzędu Bezpieczeństwa, któremu donosi o prywatnym życiu sąsiada zza ściany.

Kiedy jednak T. zapoznaje Filaka z urokami nocnego życia w zakazanych klubach jazzującej, podziemnej Warszawy, w prowincjuszu budzi się tęsknota za prawdziwą wolnością oraz świadomość tego, po której stronie barykady powinien się ideologicznie opowiedzieć. Pan T., choć jest kobieciarzem i cierpi z powodu niedostatków finansowych, to jednak wciąż spełnia się w charakterze środowiskowego celebryty i nie obniża lotów jako artysta – żywo myśli o kolejnej powieści, która gatunkowo ma być utrzymana w konwencji nowoczesnego kryminału. Z taką propozycją odwiedza jedno ze znanych wydawnictw. Prawem fabularnego fortelu jego pomysł na intrygę kryminalną i wątek terrorystyczny dotyczący wysadzenia Pałacu Kultury i Nauki przeradza się za przyczyną ideologicznie nadgorliwej redaktorki w faktyczną groźbę ciążącą nad stolicą. Nieutrwalona jeszcze na kartach książki fikcja literacka ucieleśnia się w filmie jako równoległy do losów Pana T. wątek terrorystyczny, a historia o barwnym życiu literatów nabiera sznytu opowieści gangsterskiej, z właściwym jej podziałem na dobrych i złych, kulminacyjnymi punktami zwrotnymi oraz iście hitchcockowskim suspensem.

Mieszając tak rozmaite rejestry (inkryminowane wątki biograficzne, konwencja kryminału, ewidentne nawiązania do sytuacji politycznej w stalinowskiej Polsce, wprowadzenie postaci historycznych, jak chociażby Bolesław Bierut), Krzyształowicz zrealizował dzieło kapitalnie łączące elementy czarnego kryminału z inteligentnie wprowadzonymi akcentami komediowymi, by spośród wielu wymienić chociażby autentycznie zabawny epizod z trzema profesorami (w tych rolach Kazimierz Kutz, Leszek Balcerowicz i Jacek Fedorowicz) debatującymi o filozofii podczas nielicującej z ich faktyczną profesją pracy w fabryce, którą skądinąd dozoruje sam Zbigniew Herbert (Jacek Braciak). Niezaprzeczalny urok tego filmu tkwi zresztą nie tylko w przewrotnym tonie komediowym, wynikającym ze zderzenia perypetii Pana T. z ukazaną niejako w krzywym zwierciadle opresywnością systemu totalitarnego, ale również w rozwiązaniach z pogranicza absurdu i groteski, gdy reżyser łączy ewidentne sygnały o prześladowaniach wobec niepokornych artystów z ich dysydenckim oporem (taką symboliczną figurą jest właśnie Pan T.). Prześledzenie meandryczności takich chwytów czy rozszyfrowanie kodu groteskowo-absurdowego może stać się dla młodych widzów tego filmu dobrym ćwiczeniem stylistycznym, zwłaszcza jeśli odniesie się je do podobnych rozwiązań znanych z pola literatury.

Pan T. to jeden z tych filmów (w polskiej kinematografii ostatnich lat na szczęście takich przypadków jest coraz więcej), którym komplementy należą się nie tylko za samą intrygę fabularną i sprawność scenariuszową, ale także za warstwę wizualną. Pod operatorskim okiem Adama Bajerskiego i z wykorzystaniem czarno-białej kolorystyki historia literata T. została świetnie osadzona w krajobrazie Warszawy lat 50. To miasto momentami mroczne, kiedy eksponowany jest wątek terrorystyczny, chwilami zaś lekko metafizyczne czy poetyckie, gdy Pan T. przechadza się ulicami, odwiedza nocne kluby i obserwuje samochodowe wiraże po ośnieżonej warszawskiej Starówce w wykonaniu tajemniczej koneserki jazzu, a zwłaszcza gdy z okna jego pokoiku hotelowego widać będący wciąż w budowie, a już złowieszczo królujący nad stolicą Pałac Kultury i Nauki. Co ciekawe, te rozwiązania formalne nie wydają się sztuką dla sztuki lub pustym gestem artystowskim (szczególnie jeśli chodzi o wyraziste, niejako „stygmatyzujące” wprowadzenie obrazu wyłącznie w skali szarości), ale są doskonale sfunkcjonalizowane w tkance filmu, budują jego atmosferę, dopełniają mroczności niektórych scen i psychologicznie dookreślają postaci. Na marginesie warto dodać, że w głównych i pobocznych bohaterów filmu wcieliła się plejada polskich gwiazd, spośród których prawdziwe perełki aktorskie w epizodach stworzyli m.in. Jerzy Bończak, Katarzyna Gniewkowska i Zdzisław Wardejn.

Choć Marcin Krzyształowicz osadził swą historię w czasach stalinizmu, to jednak jawi się ona jako zaskakująco aktualna opowieść o Polsce współczesnej, w której coraz częściej (i ponownie) dyskutuje się o granicach wolności artystycznej, o prawach, ale i powinnościach twórcy, w której wreszcie postać artysty wyklętego – wiernego swym ideałom i nastawionego antysystemowo – na powrót staje się modelem niepokornej postawy twórczej. Wyczulenie młodego widza na te kwestie – zwłaszcza z odniesieniem do wydarzeń społeczno-politycznych w Polsce ostatnich lat – może stać się dobrym podłożem dyskusji o filmie Krzyształowicza. Jeśli jednak moderator takiej rozmowy nie dostrzeże interpretacyjnego potencjału w tych właśnie sprawach, to z pewnością do ciekawych wniosków może doprowadzić próba porównania Pana T. z Rewersem Borysa Lankosza, który ciemne czasy stalinizmu, działań bezpieki i perypetii osób pracujących na niwie literacko-redaktorskiej problematyzował z wykorzystaniem podobnej konwencji czarnej komedii. Bardziej wyrobieni i oczytani młodzi odbiorcy – czyli ci już po lekturze Dziennika 1954 i Złego Tyrmanda – mogą się również pokusić o ambitną próbę prześledzenia analogii między fabułą Pana T. a dziełami i biografią jej domniemanego bohatera. Ostatecznie jednak zadanie ewentualnego odniesienia fabuły filmu do rzeczywistości i fikcji literackiej należy potraktować jako pracę warsztatową rozwijającą umiejętności analityczne. Pan T. broni się bowiem sam jako dzieło w pełni autonomiczne i dojrzałe.

[1] Por. K. Turecki, J. Schwertner, Bitwa o Pana T.(yrmanda), https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/spor-o-film-pan-t-ostatnia-bitwa-pana-tyrmanda/xsq8ss2 (dostęp: 23.12.2019).

Grzegorz Nadgrodkiewicz




https://www.youtube.com/watch?v=UY1fd597UcA



!!!



INITIAL SEEDING. SEED 14:30-22:00.
POLECAM!!!

START GODZINA 21-sza... 100% Antifascist

====================================================

PODOBNE TORRENTY
BOŻE CIAŁO (2020) [DVD9] [PAL] [FALLEN ANGEL] DJABE - THE MAGIC STAG (2020) [DVD9] [FALLEN ANGEL] IKAR-LEGENDA MIETKA KOSZA (2020) [DVD9] [FALLEN ANGEL] KAMELOT - I AM THE EMPIRE: LIVE FROM THE 013 (2020) [DVD9] [NTSC] [FALLEN ANGEL] DEEP PURPLE - WHOOSH! (2020) [DVD9] [NTSC] [FALLEN ANGEL] KULT - POL'AND'ROCK FESTIVAL 2019 (2020) [DVD9] [PAL] [FALLEN ANGEL]
Szczegóły torrenta
TRACKER
Tracker Podstawowy: http://tracker1.itzmx.com:8080/announce

Multitrackery:

http://tracker1.itzmx.com:8080/announce
udp://opentrackr.org:1337/announce
udp://thetracker.org:80/announce
udp://explodie.org:6969/announce
udp://open.demonii.si:1337/announce
udp://exodus.desync.com:6969/announce
udp://tracker.tiny-vps.com:6969/announce
udp://tracker.filemail.com:6969/announce
udp://tracker.torrent.eu.org:451/announce
udp://tracker.opentrackr.org:1337/announce
udp://denis.stalker.upeer.me:6969/announce
udp://retracker.lanta-net.ru:2710/announce
udp://tracker.open-internet.nl:6969/announce
udp://tracker.internetwarriors.net:1337/announce
udp://tracker.leechers-paradise.org:6969/announce

UAKTUALNIENIE
11/01/2021 00:53:15 (Jeśeli nie widac seeda kliknij na [uaktualnij] by odswieżyć statystyki).
[Lub sprawdź programem do pobierania torrentów, ponieważ niektóre trackery nie wyświetlają statystyk]
55 pliki
 
KOMENTARZE


Brak komentarzy...

DODAJ KOMENTARZ

Zaloguj się aby dodawać komentarze !!!



Wstecz








WRÓĆ NA GÓRĘ