FileTracker.PL - Darmowe polskie torrenty

Witaj drogi Towarzyszu!, jeżeli widzisz ten dymek to znaczy że nie jesteś jeszcze zarejestrowany/zalogowany. Kliknij by się zarejestrować . Rejestracja zajmie mniej niż 30 sekund, a dzięki niej zyskasz możliwość pobierania, komentowania oraz dodawania torrentów !
User:  Hasło:     



Kategorie


Detale Torrenta


FIELDS OF THE NEPHILIM - THE NEPHILIM (1988/2013) [WMA] [FALLEN ANGEL]

S: 0L: 0P: 36
Dodał: Fallen_Angel Tracker:
Kondycja:Dodane:2020-03-17 16:15:29
Kategoria:Muzyka  »  GothicRozmiar:390.11 MB
Język:Muzyka Zagraniczna  Muzyka Zagraniczna------------------
Obserwuj:OBSERWUJ TORRENTAStaty:UAKTUALNIJ TRACKER
Download: Pobierz TorrentRaport:RAPORTUJ TORRENTA
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...



[Gdy obojętność jest przyzwoleniem, a przyzwolenie jest akceptacją, gdy akceptacja jest tłumaczeniem że sytuacja jest wyższa racją...]




Trudno chyba sobie wyobrazić lata osiemdziesiąte bez The Fields of The Nephilim. Dokładnie koniec lat osiemdziesiątych i w Polsce. Chyba nie było u nas osoby chociaż trochę obeznanej w muzyce, która nie słyszałaby tej nazwy. I znalazłaby się bardzo pokaźna grupa słuchaczy, którym ta muzyka przypadła do gustu od razu i to bardzo. Głównym sprawcą tego zamieszania był Tomasz Beksiński. Nie mogę zaręczyć na pewno, że to on był tym pierwszym, który w polskim radiu puścił nagrania tego zespołu, a na pewno nie pierwszym, który o nich pisał (*), ale właśnie w prowadzonym przez niego Wieczorze Płytowym pierwszy raz usłyszałem tą muzykę.

To było coś, a fani mrocznych, gotyckich dźwięków znaleźli nowych idoli.

Bez większych obaw można stwierdzić, że The Fields of The Nephilim, wraz Sisters of Mercy zredefiniowali gotyk. Ta muzyka przed nimi, a po nich – to dwie różne rzeczy. Najpierw zaczęli Miłosierni ojca Eldritcha, a potem dołączyli rewolwerowcy Carla McCoya. Fieldsi debiutowali w 1986 roku niezłą płytą „Dwanrazor”, której chyba najjaśniejszym fragmentem był cover „Man with The Harmonica” – przewodniego tematu ze słynnego westernu Sergia Leone „Pewnego razu na Dzikim Zachodzie”. Ale jeszcze nie było to. Chyba wtedy najciekawszy z tego wszystkiego był kowbojski image zespołu – długie płaszcze, kapelusze, rewolwery – dzięki temu przypięto im etykietkę zespołu grającego spaghetti-metal. Konia z rzędem jednak temu, kto ich już wtedy poznał, bo wszystko właściwie zaczęło się od płyty „The Nephilim”.

„Endemoniada” rozwija się powoli i niesamowicie. Jest jak wstęp do horroru. Podświadomie oczekujemy, że wydarzy się coś strasznego. Ale nie – wchodzi całkiem spokojna gitara, a zaraz reszta zespołu i leci coś, co faktycznie mogłoby być ścieżką dźwiękową do westernu, tyle, że typu „Cowboys vs. Walking Dead”. Dopiero po czterech minutach grupa się jednoznacznie deklaruje się stylistycznie jako tacy sierozni goci. Kreowanie odpowiednio niesamowitego klimatu zawsze wychodziło im perfekcyjnie. Człowiek aż kochał się bać tej muzyki, która słuchana w odpowiednich okolicznościach, na przykład po ciemku, wywoływała odpowiedni dreszczyk emocji. Z drugiej strony na samym klimacie się nie kończyło. Właściwie zaczynało, bo „The Nephilim” to sporo znakomitej muzyki. Pierwsza część jest dosyć podobna do tego, co można było usłyszeć na debiucie – dynamiczne, rockowe numery, zaśpiewane przez McCoya ze specyficzną manierą, omalże growlem, tyle, że lepsze niż te z „Dawnrazora”, a od „Celebrate” mamy do czynienia z czymś całkiem innym. Czymś, czego na debiucie nie było. „Celebrate” to właściwie tylko gitara i głos, a brzmi to jak spowiedź szaleńca. Ale to i tak nic w porównaniu, co zespół zostawił nam na koniec. Pamiętam, że „Love Under Will” strasznie mną pozamiatało, nie wyobrażałem sobie, że może być jeszcze coś podobnego. Ale potem było „Last Exit for The Lost”, niewinnie zaczynające się od fragmentu ze ścieżki dźwiękowej z „Imienia Róży”. „Love Under Will” po krótkim, niesamowitym wstępie (jakieś płaczące głosy, jakby z zaświatów) szybko nabiera mocy, za to „Lost Exit for The Lost” rozwija się powoli, a nabiera tempa w okolicy szóstej minuty, kiedy McCoy pierwszy raz śpiewa „”This could be my last regress, last exit for the lost. Uch! Mrówki po plecach całymi kohortami… Nie odważę się napisać, że McCoy i jego zespół stworzyli cos na wskroś oryginalnego. Niewątpliwie znali i Bauhaus, i Sisters of Mercy, i to znali bardzo dobrze – „Celebrate” mogłoby być spokojnie numerem Sióstr. Z drugiej strony te fascynacje są tylko czymś w rodzaju zaczynu do stworzenia czegoś własnego.

Wspaniała płyta, która z różnych powodów mogła zdarzyć się tylko w latach osiemdziesiątych. Po pierwsze – bo produkcja. To specyficzne brzmienie lat osiemdziesiątych – dużo przestrzeni, duży pogłos na gitarach, sporo elektroniki. Oprócz tego bardzo staranna produkcja. Potem się to stało pewnym standardem wśród podobnych wykonawców. Po drugie – bo lata osiemdziesiąte i gotyk jako pokłosie punka, a potem nowej fali. Po trzecie – bo lata osiemdziesiąte, gdzie pewne stylizacje, jak kostiumy rodem z westernów, a nawet jeszcze bardziej zwariowane, były jak najbardziej akceptowalne. Dekadę później, kiedy dominowała siermiężna naturalność już tak łatwo by nie było.

I na koniec pewne spostrzeżenie. Nie wszyscy pewnie wiedzą, a raczej pewnie większość nie wie, że winylowe wydanie „The Nephilim”, przynajmniej to pierwsze, zawierało siedem utworów. Nie było „Chord of Souls” i „Shiva”, które znalazły się dopiero na CD. Jeżeli się dobrze w nie wsłuchać, to one odstają od reszty, i klimatem, i poziomem. Łatwo się o tym możemy przekonać opuszczając te utwory podczas słuchania. Album staje się bardziej zwięzły (wiadomo), oprócz tego podział na części – tą rockową i tą bardziej nastrojową – staje się dużo wyraźniejszy. Poza tym robi się też i lepszy, bo jednak te dwa dodatkowe nieco zaburzają obraz całości, do tego z lekka dołując poziom.

(*) – W jednym z Non-Stopów, bodajże z 1987 roku, można było znaleźć krótką notkę o Fieldsach.

Wojciech Kapała



Zaledwie rok po debiucie, w 1988 roku, gotyccy kowboje z Fields of the Nephilim wydają swój drugi krążek. Stanowi on naturalny krok naprzód po "Dawnrazor" i zarazem przybliża zespół do absolutu gothic rocka. "The Nephilim" to dojrzalsza, bardziej zróżnicowana muzycznie i mocniej skierowana w stronę klimatycznego grania wersja pierwszej płyty.

Materiał można podzielić na dwie części: pierwsze pięć utworów to jeszcze wyraźna pozostałość po "Dawnrazor". Choć rozpoczynająca się od cichego bicia serca i sampli z filmu "Imię róży" "Endemoniada" jeszcze tego nie zapowiada. Dopiero w piątej minucie gitara, kreśląca dotąd nieśmiało spokojną melodię, nabiera tempa, a wtórować jej zaczyna złowrogi głos McCoya. Podobnie zbudowany jest "The Watchman", który z kojącej (choć melancholijnej) brzdąkaniny rozwija się w energiczną galopadę. Wokalista Nephilimów już się nie oszczędzał na drugiej płycie i zaczął sięgać do swoich najbardziej piekielnych barw. "Phobia" atakuje motorycznym riffem już od samego początku - motorycznym w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo utwór stanowi wyraźny ukłon w stronę Motorhead i brzmi jak demoniczna wersja "Ace of Spades". Następny w kolejce czeka jeden z największych przebojów Fields of the Nephilim: "Moonchild". Z cichych klawiszowych plam i niepokojących szeptów wyłania się kolejny energiczny riff, tym razem jednak o wiele bardziej chwytliwy. Dość nieskomplikowany, lecz wielce czepliwy kawałek, którego nie powstydziliby się mistrzowie gothicrockowych szlagierów z The Sisters of Mercy. Wcale nie gorszy jest "Chord of Souls". Kolejna fajna melodia i wokal McCoya w najbardziej charkotliwej odmianie.

Gdyby komuś jakimś cudem przyszło słuchać tej płyty na oryginalnym winylu, musiałby w tej chwili przełożyć płytę na drugą stronę. Nie miałby wtedy co prawda styczności ze świetną, transową "Shivą" (utwór został pominięty w wersji winylowej), ale odnalazłby się nagle w zupełnie innym klimacie. Do którego "Shiva" doskonale zresztą wprowadza. Tym samym doszliśmy do drugiej części "The Nephilim" - tej bardziej klimatycznej, w stylu "Dawnrazor" i "Vet for the Insane" z debiutu. Od teraz każdy kawałek będzie wspanialszy od poprzedniego. Najpierw "Celebrate": minimalistyczny do bólu, ale jakże zachwycający! Na cały utwór składa się w zasadzie tylko wyraźna linia basu Tony'ego Pettita i szumiący co i raz w tle wiatr. No i oczywiście przepełniony emocjami, wyjątkowo czysty śpiew Carla McCoya. Trochę to przywodzi na myśl najbardziej monumentalne kompozycje The Doors, jak "The End" czy "When the Music's Over". W końcu gitara milknie, znów mamy atmosferyczny sampel z "Imienia Róży" i dochodzimy do "Love Under Will". Tytuł zaczerpnięty z drugiego przykazania Thelemy Aleistera Crowleya: "Love is the law, love under will" - McCoy przez całą swoją karierę będzie bardzo konsekwentny w swoich pozamuzycznych inspiracjach. A co w warstwie muzycznej? Kolejny przejmujący motyw gitarowy (tym razem jednak kompozycję zaaranżowano o wiele bogaciej) i kolejne dramatyczne partie wokalisty: najpierw prawie szepczące ("I need to be alone tonight / Smother me or suffer"), później coraz bardziej w klimacie ("When I'm gone wait here / Discover all of earth's surprises"), aż w refrenie dochodzi do naszej ulubionej barwy piekielnego kaznodziei: "Between the cracks and hollows / The earth is good, the earth is good". Przed finałem po raz kolejny słyszymy klimatyczny fragment "Imienia Róży", a zaraz potem wchodzi linia basu, nieco podobna do tej z "Celebrate". Ale tu już nie ma miejsca na świętowanie, gdyż dotarliśmy do ostatniego wyjścia dla zagubionych. Utwór budzi ciarki na plecach już od pierwszych słów: "Would you pay life's pleasure to see me? / Does it hurt for I want you to remain?". W ogóle tekstowo mamy tutaj esencję najważniejszych motywów nephilimowej liryki: jest mowa o Sumerach (choć to zaledwie wstęp przed nadchodzącą płytą "Elizium"), jest też mowa o przyzywającym podmiot liryczny Cthulhu, czyli najsłynniejszym wielkim przedwiecznym z mitologii Lovecrafta. Sama kompozycja rozkręca się powoli, ale w żadnym wypadku nie nudzi. Dopiero w siódmej minucie główny motyw zaczyna się zmieniać i dochodzimy do najbardziej przejmującego fragmentu kompozycji...

Nefilimowie to w hebrajskich wierzeniach giganci, zrodzeni z obcowania "synów Bożych" z "córami człowieczymi". Fieldsi chyba też musieli obcować z bogami, by nagrać tak rewelacyjną płytę. Na pewno zaś udowodnili nią, że są gigantami - gigantami, których wielkość wykracza daleko poza szeroko pojęty gothic rock. Wystarczy zresztą popatrzeć, jak odmienne stylistycznie zespoły rockowe i metalowe będą się przyznawać do inspiracji twórczością McCoya i spółki. Mojej recenzji możecie nie wierzyć, bo nie potrafię być wobec "The Nephilim" w pełni obiektywny i zawsze będę patrzył na tę płytę przez pryzmat osobistych skojarzeń - ale tym bardziej: przesłuchajcie ją i przekonajcie się na własne uszy o wielkości tego dzieła.

Jakub 'Rajmund' Gańko



1.Endemoniada
2.Watchman, The
3.Phobia
4.Moonchild
5.Chord Of Souls
6.Shiva
7.Celebrate
8.Love Under Will
9.Last Exit For The Lost
10.Celebrate (Second Seal)-full version



https://www.youtube.com/watch?v=rJWsDpA909c



!!!



INITIAL SEEDING. SEED 14:30-22:00.
POLECAM!!!

START WIECZOREM... 100% Antifascist

====================================================

PODOBNE TORRENTY
FIELDS OF THE NEPHILIM - DAWNRAZOR (1987/2013) [WMA] [FALLEN ANGEL] FIELDS OF THE NEPHILIM - SINGLES & MIXES (2013) [WMA] [FALLEN ANGEL] FIELDS OF THE NEPHILIM - EARTH INFERNO (1991/2013) [WMA] [FALLEN ANGEL] Novembers Doom - Nephilim Grove (2019) [mp3@320] STRAWBERRY FIELDS - LIVE STRAWBERRY FIELDS (2011) [DVD5] [FALLEN ANGEL] KING DIAMOND - THEM (1988/2013) [WMA] [FALLEN ANGEL]
Szczegóły torrenta
TRACKER
Tracker Podstawowy: http://tracker1.itzmx.com:8080/announce

Multitrackery:

http://tracker1.itzmx.com:8080/announce
udp://opentrackr.org:1337/announce
udp://thetracker.org:80/announce
udp://explodie.org:6969/announce
udp://open.demonii.si:1337/announce
udp://exodus.desync.com:6969/announce
udp://tracker.tiny-vps.com:6969/announce
udp://tracker.filemail.com:6969/announce
udp://tracker.torrent.eu.org:451/announce
udp://tracker.opentrackr.org:1337/announce
udp://denis.stalker.upeer.me:6969/announce
udp://retracker.lanta-net.ru:2710/announce
udp://tracker.open-internet.nl:6969/announce
udp://tracker.internetwarriors.net:1337/announce
udp://tracker.leechers-paradise.org:6969/announce

UAKTUALNIENIE
17/03/2020 16:15:29 (Jeśeli nie widac seeda kliknij na [uaktualnij] by odswieżyć statystyki).
[Lub sprawdź programem do pobierania torrentów, ponieważ niektóre trackery nie wyświetlają statystyk]
21 pliki
 
KOMENTARZE


Brak komentarzy...

DODAJ KOMENTARZ

Zaloguj się aby dodawać komentarze !!!



Wstecz








WRÓĆ NA GÓRĘ